Co ma wspólnego samowspółczucie z akceptacją ciała? Czy można naprawdę lubić siebie – nie tylko wtedy, gdy wyglądamy „ładnie”?
W tej rozmowie Marta Młot i Karolina Buszkiewicz dzielą się osobistymi doświadczeniami, refleksjami i narzędziami, które pomagają budować bliższą relację ze sobą – i z własnym ciałem.
Jak samowspółczucie wspiera akceptację ciała?
Marta:
Karolino, chciałabym Cię zapytać: jak samowspółczucie pomogło Ci w budowaniu akceptacji dla swojego ciała?
Karolina:
Dla mnie to była długa droga – i w pewnym momencie zrozumiałam, że nie chodzi tylko o ciało. Tylko o ogólną zgodę na siebie. Zaczęłam się uczyć łagodności – także dzięki warsztatom self-warmth u Sarah Payton.
To było ważne, bo wcześniej patrzyłam na siebie głównie z pozycji „czy wyglądam wystarczająco dobrze?”.
Samowspółczucie pomogło mi zmienić perspektywę. Zaczęłam pytać: czy jestem dla siebie dobra? A to zupełnie inna jakość.
Marta:
U mnie przełom przyszedł… w depresji.
To było wtedy, kiedy nie miałam już siły się odchudzać ani ćwiczyć, bo ciało po prostu odmówiło posłuszeństwa.
Zaczęłam wtedy fotografować swoje ciało – nie z pozycji oceny, tylko jako sposób kontaktu z nim, jego potrzebami, emocjami.
Na zdjęciach zobaczyłam swój smutek. Bezsilność.
I zamiast wstydu – zaczęłam czuć do siebie współczucie. To był początek zmiany. Nie poprawiania siebie – tylko spotkania się ze sobą.
Akceptacja ciała u nastolatków: wyzwania i nadzieje
Marta:
Chciałabym też poruszyć temat akceptacji ciała u nastolatków – bo to dziś bardzo ważne.
Widzę, że młodzi ludzie mają trudniej niż my kiedyś.
Filtry, social media, nieustanna presja idealnych obrazów… to ogromne obciążenie.
Karolina:
Zgadzam się. Ale z drugiej strony, dziś łatwiej niż kiedyś dotrzeć do wspierających treści, do osób, które mówią otwarcie o ciele i akceptacji.
To daje nadzieję – ale presja wciąż jest ogromna.
Marta:
Dlatego tak ważne jest, żebyśmy – jako opiekunowie, nauczyciele, dorośli – modelowali akceptację ciała.
Nie krytykowali siebie przy dzieciach.
I dawali przestrzeń na trudność, zamiast udawać, że wszystko jest OK.
Karolina:
Ważne jest też, żeby mówić, że ciało to nie tylko wygląd.
To coś, co czuje, działa, niesie nas przez życie.
I żeby wzmacniać inne kompetencje niż estetyka – empatię, kreatywność, sprawczość.
Co to znaczy być dobrą dla siebie?
Marta:
Na koniec zapytam Cię – czym dla Ciebie jest bycie dobrą dla siebie?
Karolina:
To znaczy traktować siebie jak ważną osobę.
Nie ignorować swoich potrzeb.
Być ze sobą nie tylko wtedy, gdy wszystko gra – ale właśnie wtedy, gdy jest trudno.
Dla mnie to też obejmuje ciało – nie chodzi o to, żeby je zawsze kochać, tylko żeby je przyjmować takim, jakie jest w danym momencie.
Marta:
To piękne. I dla mnie samowspółczucie to też takie miejsce, w którym już nie muszę siebie naprawiać.
Tylko mogę po prostu… być. I oddychać.
Gdzie możesz poczuć więcej czułości?
Karolina zaprasza na swoje warsztaty, m.in. „Od samokrytyki do samoukochania” oraz „Kobieta seksualna i sensualna”.
To przestrzenie, w których można uczyć się łagodności dla siebie – także przez ciało, bliskość i wspólnotę.
Marta zaprasza do swojej przestrzeni fotograficznej, w której ciało nie musi się tłumaczyć, wyglądać ani pozować – wystarczy, że jest.
Jeśli chcesz, możesz też skorzystać z mentoringu 1:1, który wspiera w budowaniu relacji ze sobą bez presji i bez wstydu.
Podczas drugiej edycji sekspozytywnego festiwalu Milk’n’Honey miałam przyjemność sfotografować Karolinę w jeziorze. Tak opisała to doświadczenie:

Te zdjęcia są dla mnie ucieleśnieniem nieskrępowanej radości, prawdy i… bezwstydności ![]()
Uchwyconych w miniony weekend na Milk’n’Honey Festival przez Przestrzeń Ciałożyczliwości Marta Młot.
Dla kontrastu, dwa dni wcześniej przepłynęło przeze mnie morze łez i morze smutku. To też dla mnie piękny obraz tego, że i jedną, i drugą emocję potrafię w sobie pomieścić. I że zarówno w jednej, jak i drugiej pozwalam sobie być widzianą, w prawdzie i autentyczności ![]()
Te zdjęcia (i pozostałe z tej sesji) są dla mnie piękną lekcją ciałoakceptacji i ciałożyczliwości. Pokazują mi, jaką drogę przeszłam w relacji ze swoim ciałem. I w jak innym miejscu jestem w porównaniu do kilku (a tym bardziej kilkunastu!) lat temu.
Wtedy zdecydowanie nie odważyłabym się na pływanie nago w jeziorze. A tym bardziej, na bycie w tym widzianą. O zdjęciach w wersji sauté nawet nie wspomnę ![]()
Tak, mam też z tej sesji zdjęcia, na których widać dużo więcej
A na wszystkich jestem ubrana tylko w okulary i naszyjnik z yoni od Baubo Jewellery by Agnieszka Hordyniec. I, tak, pierwsze zdjęcie wykadrowałam tak, żeby nie świecić piersiami na facebooku
(w oryginale kadr jest dużo szerszy)

Jak dostałam od Marty obrobione foty, z totalną klarownością powiedziałam, że chcę też dostać surowe, nie obrobione zdjęcia. Takie gdzie widać całą moją prawdę. Gdzie moja skóra jest taka jak w rzeczywistości. Gdzie jestem prawdziwa taka, jaka jestem. Gdzie widać niedoskonałości. I te spodobały mi się dużo bardziej. I właśnie z tej puli wybrałam zdjęcia do publikacji.
