Ponizej zamieszczam fragment książki autorstwa Olimpii Jenczek „życie z ADHD. Brakująca instrukcja obsługi”, który nie ukazał się w druku. Zawiera naszą rozmowę na temat relacji z ciałem i zdjęcia, które zrobiłam Olimpii podczas rozmowy.

Olimpia Marta Mlot ART 5
IMG 6424 768x1024 1

„Nie jestem po to, żeby wyglądać.” To zdanie przyszło do mnie około dwóch lat temu, gdy w fundacji wymyśliłyśmy akcję z tatuażami wodnymi z ciałopozytywnym przesłaniem. Było to jedno z pierwszych haseł, które zaczęłyśmy odbijać na skórze – swojej i innych. Wtedy poczułam, że chcę i mogę mówić o ciele inaczej.

Czym jest ciałożyczliwość?

O tym, czym właściwie jest ciałożyczliwość, opowiedziała mi Marta Młot – ciałożyczliwa fotografka z diagnozą AuDHD, autorka zdjęć, które zobaczycie w tym artykule:

„To, czym się zajmuję, to nie jest namawianie ludzi do zachwycania się sobą na siłę, ani przekonywanie, że muszą kochać swoje ciało w każdej chwili życia. To też nie jest promowanie otyłości, jak niektórzy błędnie interpretują. Ciałożyczliwość to podejście, zgodnie z którym ciało niezależnie od tego ile waży i jak wygląda zasługuje na traktowanie go z szacunkiem i przyglądanie się mu z czułością i życzliwością. To co jednak najważniejsze to dać sobie prawo do budowania z nim relacji na własnych zasadach, bez presji czy ocen.”

Ciało jako dom, nie obiekt oceny

ciałożyczliwy portret Olimpia Jenczek

Marta podkreśliła, że ciałożyczliwość wywodzi się z nurtu ciałoneutralności. To podejście, które mówi, że ciało nie musi być ani obiektem zachwytu, ani celem wiecznego dążenia do ideału:

„Nie chodzi o to, by ignorować potrzeby ciała czy zdrowia. Ciałożyczliwość to proces, w którym uczymy się akceptować ciało takim, jakie jest tu i teraz, bez warunku, że schudniemy 10 kilogramów czy zmienimy coś w swoim wyglądzie. To nie oznacza, że mamy przestać o siebie dbać, ale raczej, że troszczymy się o ciało z miłości, a nie z nienawiści czy przymusu.

Odniosła się także do zarzutów o „promowanie otyłości”, które często pojawiają się w dyskusjach na temat ruchów ciałopozytywnych:

„Kiedy widzisz w internecie osobę w większym rozmiarze, czy patrząc na nią, myślisz: ‘Chcę być gruba, ona mnie do tego przekonała’? No właśnie. Pozwolenie osobom w każdej sylwetce na istnienie, pokazanie się i budowanie relacji ze swoim ciałem to nie jest zachęcanie do niezdrowych nawyków. To dawanie ludziom prawa do reprezentacji, widzialności i szanowanie ich podstawowych praw jako ludzi – godności, szacunku, akceptacji.

Jestem teraz w najcięższej formie fizycznej w swoim życiu, ale jednocześnie mam najlepszą relację z ciałem, jaką kiedykolwiek miałam. Nie znaczy to, że nie chciałabym ważyć mniej – wiem, że lżejsze ciało byłoby dla mnie bardziej funkcjonalne. Ale wygląd jest obecnie ostatnią rzeczą na mojej liście priorytetów. Mimo to właśnie teraz najlepiej słyszę i czuje potrzeby swojego ciała i staram się je szanować. Na tym polega dobra relacja z ciałem. Chodzi o to, jak się ze sobą czuję, a nie o to, jak wyglądam.”

Ciałopozytywność i ADHD – moje doświadczenie

Olimpia Marta Mlot ART 13

Wbrew pozorom jako dziecko z ADHD nie byłam zbyt aktywna fizycznie. Wręcz przeciwnie, moja nadpobudliwość – objawiała się w obrębie siedzenia (kręcenie loka, obgryzanie paznokci, ruszanie nogami). Do tego dochodziło emocjonalne jedzenie, nadwaga i wstyd, który narastał przez brak zrozumienia. To wszystko dokładało się do poczucia gorszości i niskiej samooceny, która i tak już była na starcie zaniżona przez trudności wynikające z ADHD.

Większość życia przeżyłam nie lubiąc dolnej połowy swojego ciała. Górę jakoś akceptowałam, ale dół był źródłem wstydu.

„W momencie, w którym my traktujemy swoje ciało jako obiekt oceny, zamykamy się na jego potrzeby. Dla mnie kluczowym krokiem było to, żeby przestać traktować ciało jako coś, co ma wyglądać, i zacząć traktować je jako dom, w którym mieszkam.” – mówi Marta.

Gruszka też jest piękna

Odkąd pamiętam, żyłam wyobrażeniami o tym, jak będzie wyglądało moje życie, gdy schudnę. Niewiele to miało wspólnego z akceptacją siebie. Katowałam się tym, że ciągle mi nie wychodzi. Coś sobie obiecuję, a potem siebie zawodzę. Nie rozumiałam dlaczego. Dlaczego inni potrafią, a ja nie.

Marta przyznała, że wiele osób na jej sesjach mówi o presji społecznej związanej z wyglądem: „Kiedyś jedna z klientek powiedziała mi, że dopiero po latach zrozumiała, że szczupłość nie oznacza szczęścia. W jej przypadku, tak jak u wielu innych osób, zmiana myślenia o ciele zaczęła się od momentu, w którym pozwoliła sobie czuć. Przestała skupiać się na wyglądzie, a zaczęła na odczuwaniu.”

Żyjemy w świecie, który od dekad promuje bardzo konkretne kanony piękna – długie nogi, płaski brzuch, proporcje modelki z reklamy. W takim otoczeniu trudno jest uwierzyć, że figura typu „gruszka” – z szerszymi biodrami, bardziej masywnymi udami – też może być piękna. Że dla niektórych to właśnie taki typ sylwetki jest ideałem. Ta narracja rzadko przebija się do mainstreamu, przez co wiele osób przez lata nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że ich ciało nie tylko może być akceptowane, ale wręcz podziwiane.

„Wiele osób, które przychodzą do mnie na sesje zdjęciowe, chce zmierzyć się ze swoim wstydem. To nie tylko pozowanie – to otwarcie się na swoje ciało, takie, jakie jest. Często dopiero na zdjęciach zauważają, że ich ciało, nawet z cellulitem, rozstępami czy fałdkami, jest piękne. Nie przez wygląd, ale przez historie, które opowiada.”

Olimpia Marta Mlot ART 4

Kiedy schudłam najwięcej – i dlaczego to nic nie znaczy

Olimpia Marta Mlot ART 3

Wiecie kiedy schudłam najwięcej w swoim dorosłym życiu? Kiedy zachorowałam na zaburzenia lękowe. Nie byłam w stanie jeść, mój apetyt był na zerowym poziomie, a dodatkowo dużo biegałam, bo wierzyłam, że w ten sposób pozbędę się lęku.

Nikomu nie polecam takiej diety. Ludzie wtedy mówili “Jak dobrze wyglądasz? Co robiłaś, że tak schudłaś?”, a ja w środku czułam się jak kupa. Wtedy zrozumiałam, że moje ciało, nie jest po to, by wyglądać. Jest po to, aby żyć, funkcjonować, mieć energię. Wygląda jest czymś, czym możemy się bawić, kiedy mamy ochotę, ale nie jest już moją istotą życia.

I co najlepsze – gdy odpuściłam kwestie wyglądowe, przestałam się malować, farbować włosy, chodzę w ubraniach, które mnie nie gniotą, drapią, cisną – zaczęłam dostawać najwięcej komplementów w swoim życiu.

Wzloty i upadki w relacji z ciałem

Pogodziłam się już też z tym, że jak w każdej relacji – i w tej czyli relacji z ciałem, bywają wzloty i upadki. Przez ostatni rok przytyłam 15 kg, mimo, że jem lepiej, bardziej świadomie, więcej się ruszam. Bywa, że jestem na siebie o to zła, ale już nie sprawia, że czuję się przez to gorszym człowiekiem – jak kiedyś. 

Marta trafnie zauważyła: „Najważniejsze jest nie dojście do punktu, w którym powiesz ‘kocham siebie w 100%’, ale zbudowanie zasobów, które pomogą ci wrócić do równowagi, gdy relacja z ciałem przechodzi kryzys.”

W tym procesie samooakceptacji pomogło mi wiele rzeczy: terapia, szczere rozmowy z przyjaciółkami i znajomymi – łapanie różnych perspektyw, rozbrajanie stereotypowych myśli, życie w zgodzie ze swoimi potrzebami, poznanie mężczyzn, którzy potwierdzili teorię, że ludzie lubią różne sylwetki, czytanie i oglądanie treści ciałopozytywnych, tworzenie takich treści i czytanie komentarzy pt. “mam podobnie”, robienie sobie samej sesji z tatuażami. Naprawdę uważam, że ten projekt był strzałem w 10, a mi pomógł na maxa. To wybieranie miejsc na ciele, dobieranie do nich haseł, zaprzyjaźnianie się z nimi, robienie im czułych, naturalnych zdjęć, a potem jeszcze patrzenie na nie – wspaniale uwalniające.

Przewijanie do góry

Czy masz ukończone 18 lat?

Ta strona przeznaczona jest tylko dla osób pełnoletnich.

Wchodząc na stronę akceptujesz moją Politykę prywatności.